poniedziałek, 17 października 2016

Królowa jest jedna ;-)

Wszystko zaczęło się od mojego pierwszego w życiu maratonu, oczywiście Cracovia Maraton 2015. Wtedy to razem z Janciem i Ewką przebiegłam magiczny dystans 42,195 m. Czas 4.04, jak na pierwszy raz całkiem nieźle. Ale już wtedy wiedziałam, że to mój pierwszy maraton na drodze do Korony Maratonów Polskich. I potem poleciało. 

Wrzesień 2015 Wrocław, czas 3.58. Rok 2016  rozpoczęłam maratonem w Dębnie, czasem 3.44,  nadprogramowo zaliczony Maraton Cracovia  czas 3.39. Wyjaśnię pokrótce, że w drodze do Korony trzeba zaliczyć 5 maratonów, w okresie 2 lat. 5 - ale konkretnych, mianowicie, Kraków, Dębno, Wrocław, Warszawa i Poznań. Zostały jeszcze dwa. Warszawa w doborowym towarzystwie Pawcia, (czytaj Pawła Piwowarczyka), któremu w Królewskim mieście, przypadła koronacja na Króla Maratonów Polskich. Wielkie gratulację Królu. Podziwiam Cię za konsekwentne dążenie do celu, jasne i precyzyjne, bez półśrodków. Może kiedyś choć w części mi się to uda.


Warszawa zaliczona z wynikiem 3.30.31. Ostatnia prosta. Poznań. Niestety w ostatniej drodze do Korony nie towarzyszył mi nikt z Rozbieganych, no może nie fizycznie, ale na trasie online biegło ze mną kilkoro ;-). Duchowo byli wszyscy. Wiedziałam o tym, i czułam się jakby kibicowali mi na całej trasie. Bałam się trochę tego maratonu, bo dwa tygodnie wcześniej biegłam maraton w Warszawie. Czwarty maraton w tym roku, szaleństwo. Nie wiedziałam, czy  ciało nie zaprotestuje, czy nogi nie odmówią posłuszeństwa, czy głowa wytrzyma. Ale cel był jasny, przekroczyć linie mety, nawet na czworakach i zdobyć ostatni krążek do Korony. Trasa bardziej wymagająca, niż w Warszawie, pogoda niby bardziej sprzyjająca, ale czy ja wiem, parę razy pokropiło, wcześniej padało, więc mnóstwo kałuż, mokre buty, w sumie to cała mokra przebiegłam przez linie mety. Do 30 km biegło się super, potem niestety zmęczenie zaczęło dawać o sobie znać. Może za szybki start (tak Jancio (Jan Piwowarczyk), jak zawsze), może za krótki okres regeneracyjny. Nieważne, cel - meta obrany. Głowa w pewnym momencie mówiła stań, dojdziesz. Ale wiedziałam, że jak już się zatrzymam to nie ruszę z powrotem do biegu. Ostatnie kilometry, ciągły się niemiłosiernie. Patrzyłam na zegarek, a tu zamiast kilometrów, uciekały metry. Dystans ciągnął się niemiłosiernie. Ale jest. Meta!. Super uczucie. Koniec. Czas 3.30.14. Nowa życiówka!. Korona zdobyta.
Jancio, Mateusz i Paweł macie swoja Królową ;-).( W Rozbieganych mamy już trzech króli, bo Dobczyce to w końcu Miasto Królewskie). Nie da się określić uczucia po przebiegnięciu maratonu, startu, atmosfery w trakcie biegu, euforii na końcu. Magia. Dlatego to jest dystans najmilszy mojemu sercu. Daje Mi najwięcej wzruszeń. Ale jak powiedział Paweł P. nie wybacza błędów, uczy pokory i walki ze samym sobą do samego końca.
Marzyłam o zdobyciu Korony i już jest. Zajęło mi to, wliczając dubel w Krakowie, 13 miesięcy.
Czy było warto? Tak!.
Co dalej? Nie wiem. Trzeba wyznaczać nowe cele. Bo to napędza, pozwala oderwać się od codzienności.


I przyszedł czas na podziękowania.
Sukces jest jeszcze większy i bardziej smakuje  jak możesz się z nim dzielić z przyjaciółmi. I tu Rozbiegane Dobczyce jesteście najlepszym teamem w jakim w życiu przyszło mi biegać. To zaszczyt biegać w żółto- czarnych barwach. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak wielką przyjemność i radość daję mi przeżywanie z wami  moich sukcesów. Wasze miłe słowa, obecność, wiara i to że jesteście ze mną.  Jancio, Ojcze mojego sukcesu, to Ty pierwszy we mnie uwierzyłeś i zaraziłeś mnie ta wiarą. Dziękuję naprawdę wszystkim i każdemu z osobna. Koronę zadedykowałam moim rodzicom, których nie ma już ze mną fizycznie, ale ich wsparcie czuję zawsze przy sobie. No i szczególne podziękowania dla mojej rodzinki, że wytrzymują z matką wariatką,  która zamiast siedzieć w domu, gotować, sprzątać, prać… - biega. Myślę jednak, że to właśnie dzięki temu jestem bardziej szczęśliwa. Biegacze to najbardziej wyjątkowi ludzie jakich znam, otwarci, przyjacielscy, po prostu ludzie z pasją.
Marzenia na przyszłość – Korona Maratonów Świata, jak wygram w totolotka ;-).    

Wasza Królowa - Anna D-B











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz