środa, 5 października 2016

Rozbiegany weekend w Koszycach na Słowacji

Koszyce - drugie co do wielkości miasto na Słowacji pod względem liczby mieszkańców,  a trzecie pod względem powierzchni. Jest to również miasto gdzie odbył się pierwszy maraton w Europie. W tym roku, 2 października zorganizowano tam bieg na królewskim dystansie już po raz dziewięćdziesiąty trzeci. Dzięki temu, że każdy biegacz mógł znaleźć tam dystans dla siebie, bo oprócz maratonu był również półmaraton, sztafeta maratońska czy minimaraton, miasto na weekend zostało opanowane przez biegaczy.

Dlaczego o tym wszystkim piszemy?
Ano dlatego, że byliśmy tam również my, ekipa Rozbieganych Dobczyc, która w składzie 14 osób biegała, kibicowała i dobrze się bawiła podczas tego weekendu.


Pomysł wyjazdu na najstarszy maraton w Europie powstał już wczesną wiosną i powoli ewoluował aż do jesieni. Zapisało się nas 11 śmiałków. Jednak przez ten okres pół roku wiele się zmieniło. Jednych nawiedziły kontuzje, innym coś wypadło, jeszcze inni, którzy nie mieli w planach brać udziału w tym biegowym święcie postanowili jednak pobiec. Zamienialiśmy się, przepisywaliśmy, odwoływaliśmy rezerwacje w hotelu poszczególnych pokoi by znowu za kilka dni ponownie rezerwować, bo ktoś inny  postanowił spróbować swoich sił. Zatem pomysł wyjazdowego maratonu cały czas żył wśród nas.


Ostatecznie w sobotni ranek na Słowację wyruszyło z Dobczyc 9 osób, a wieczorem dojechało do nas jeszcze 5. Sobotę przeznaczyliśmy na odebranie pakietów startowych i na leniwe zwiedzanie Starego Miasta. Taki odpoczynek był nam bardzo potrzebny, bo już w niedzielny poranek stawiliśmy się na starcie maratonu i półmaratonu. Biegacze tych dwóch dystansów wystartowali wspólnie, bo maraton to były dwa okrążenia po 21 km, więc półmaratończycy skończyli po jednym okrążeniu, a maratończycy pobiegli dwa.


Mieliśmy na trasie też swoich żółtych kibiców, do których dołączyła Wiola po przebiegnięciu minimaratonu. To oni właśnie sprawili, że wszyscy tak miło wspominamy ten bieg. Było słonecznie, ciepło, a do tego nasi rozbiegani kibice byli wszędzie. Tak rozpracowali trasę biegu, że czekali na nas na 8, 20, 28 i 40 km. Tam właśnie powiewała żółta flaga Rozbieganych i tam dawali z siebie wszystko, żeby zmotywować nas do biegu. I im się udało, bo jak to potem stwierdzili wszyscy jednogłośnie "tak uśmiechniętych rozbieganych dobiegających do mety jeszcze nigdy na żadnym biegu nie widzieli". Dodawali nam skrzydeł na całej trasie koszyckiego półmaratonu i maratonu.
Musimy tutaj koniecznie wspomnieć o naszej Madzi Wojtan, która pomimo młodego wieku już trzeci raz zmierzyła się z półmaratonem i pobiła swój rekord o 7 minut. Jesteśmy z niej bardzo dumni.


W Koszycach mieliśmy również swojego debiutanta maratońskiego Fabiana.
Nie będziemy opisywać jak bardzo się o niego baliśmy, ile się namartwiliśmy, jak bardzo trzymaliśmy za niego kciuki i jacy byliśmy z niego dumni gdy dobiegł do mety, bo tego nie da się opisać.


Zamiast tego przedstawiamy kilka słów, którymi Fabian opisał swój pierwszy maraton:

Słowem wstępu powiem, że jeszcze jakiś czas temu nie spodziewałem się, że wystartuję w tym maratonie. Plan był pobiec półmaraton ale dobre samopoczucie i chęć spróbowania swoich sił wygrały. 
Nie będę mówił o swoich przygotowaniach, bo specjalnych nie było. Moim celem było zaliczenie "królewskiego" dystansu.
Znajomi i starsi, doświadczeni biegacze ostrzegali mnie przed tym jak będzie, czego się spodziewać i na co zwrócić uwagę. Oczywiście wziąłem pod uwagę wszystkie rady i okazały się one być bardzo cenne.
Maraton do 30 km przebiegał spokojnie, aż za spokojnie,  ponieważ nigdy wcześniej takiego dystansu nie przebiegłem a czułem się co najmniej świeżo i nie czułem specjalnego zmęczenia. Dopiero 31 kilometr uświadomił mi, co to jest dystans maratoński. Wtedy przypomniały mi się słowa starszego kolegi, który przed biegiem powiedział "Mówią, że maraton to 30 km rozgrzewki i 12 km prawdziwego maratonu". I zaczęło się : skurcze, bóle, zmęczenie. Ale pomyślałem, że skoro tyle już przebiegłem to głupotą byłoby się poddać. Kibice, znajomi, także rodzina, która bardzo mnie wspierała przed i podczas maratonu dodawali mi motywacji i siły, której człowiekowi wtedy bardzo potrzeba. I tutaj uznania do moich współgrupowiczów, którzy po przebiegnięciu swoich biegów jak i do tych, którzy głównie kibicowali i dbali o wszelkie zaplecze. Bez nich prawdopodobnie nie udałoby mi się dokonać tego co dokonałem. Wspierali od pierwszego do ostatniego kilometra biegu. Dołączali do mnie podczas trasy, wspierali okrzykami i dopingowali. Jest to ogromna pomoc, za którą kolejny raz Wam dziękuję!
Satysfakcja po wbiegnięciu na metę? Niesamowita!
Jedyna myśl w głowie? Nie wierzę, ale przebiegłem maraton.
Fabian Ciapa



Jednak koniec biegu to nie koniec naszego wyjazdowego weekendu.
Wieczór po maratonie to już tradycyjnie takie nasze święto, kiedy siadamy wszyscy i opowiadamy, analizujemy, wspominamy i planujemy kolejne wyprawy biegowe. Tak było również i tym razem. W Koszycach zostaliśmy dzień dłużej, żeby odpocząć i zregenerować się po biegu.


Pomógł nam w tym też poniedziałek, który spędziliśmy na basenach termalnych w Popradzie. Ot taki mały przystanek w drodze do domu, który bardzo pomógł naszym zmęczonym mięśniom. Do domu przywieźliśmy nowe wspomnienia, doświadczenia biegowe i plany na kolejne wyprawy. Spędziliśmy rewelacyjny weekend biegając, a przy tym świetnie się bawiąc w naszym, rozbieganym towarzystwie. To tylko dowodzi temu jak dobrze się ze sobą czujemy i rozumiemy. Bo nasza grupa to taka nasza mała rozbiegana rodzinka.

ROZBIEGANE DOBCZYCE










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz